Docenianie..

Cała historia miała miejsce w Hamburgu, podczas mojej pierwszej autostopowej podróży. Wraz ze znajomymi po zwiedzeniu wszystkich ciekawych jak i wszystkich dziwnych miejsc w Belgii i Holandii znaleźliśmy się w Niemczech.

Tak się cudownie złożyło, że z racji rodziny jednego z kolegów we wspomnianym Hamburgu mogliśmy tam zostać odrobinę dłużej, a nawet nacieszyć się wygodnym łóżkiem i ciepłą wodą. Wykorzystaliśmy więc tę szansę w stu procentach i staraliśmy się chłonąć miasto możliwie najbardziej jak się da.

Pewnego popołudnia, gdy byliśmy już solidnie zmęczeni szwendaniem się przez całe miasto, trafiliśmy w okolice portu. Przepiękne robotnicze okolice. Wiem jak to brzmi, ale tak właśnie było. Nie wiem czy była to zasługa cudownego zachodu słońca, który oświetlał wszystkie statki i maszyny, czy może kojącej muzyki wydobywającej się z gitary ulicznego gitarzysty.. Ale było tam klimatycznie.

 

Docenianie..

Stwierdziliśmy, że weźmiemy taksówkę wodną i przepłyniemy się w tę i z powrotem, żeby móc obejrzeć zachód słońca będąc na wodzie, a przy okazji dać odpocząć nogom. Kupiliśmy bilety, wsiedliśmy i po kilkunastu minutach płynęliśmy już wzdłuż linii portu.

I gdy tak krążyliśmy i napawaliśmy się widokiem zachodzącego słońca stojąc na początku naszej taksówki, na samym czubie łodzi, podszedł tam również pewien starszy pan i stanął obok mnie. Ja będąc zajęty robieniem zdjęć w pierwszej chwili nawet nie zwróciłem na niego uwagi.

Po chwili, gdy spełniłem swoje najważniejsze potrzeby człowieka z pierwszego świata (czyt. zrobiłem zdjęcia na Facebooka) obróciłem się i dokładniej przyjrzałem staruszkowi stojącemu obok. Był oparty o barierki, uśmiechnięty i cały oświetlony promieniami zachodzącego słońca. Miał zamknięte oczy. Dopiero w tym momencie zdałem sobie sprawę, że ów starszy pan był niewidomy.

W pewnej chwili zadał pytanie. Po angielsku. Skierowane prosto do mnie. Pomimo wielu innych ludzi zgromadzonych na łódce wokół nas. Szczerze to do dziś zastanawia mnie skąd wiedział, żeby zadać pytanie po angielsku i jakim cudem domyślił się, że go akurat w tym momencie obserwuję, mimo że przez cały ten czas podziwiałem widoki w absolutnej ciszy przerywanej jedynie dźwiękiem spustu migawki.

Pytanie, a w sumie prośba była prosta. Stwierdził, że jest mu przyjemnie, czuje ciepło oświetlające jego twarz i po prostu zapytał mnie, jaki ma widok przed sobą. Poprosił mnie też bym opisał mu to co widzę jak najdokładniej potrafię. Nie był w tym wszystkim nachalny, wręcz przeciwnie. Dało się wyczuć w jego głosie przyjazny, ale i lekko speszony swoją własną bezpośredniością ton.

Oczywiście zrobiłem to. Opisałem to, jak słońce, które mamy przed sobą pięknie oświetla cały port, jak za kilka chwil zajdzie za co wyższymi budynkami i schowa się ostatecznie za poszarpanymi chmurami. To, jak pięknie mieni się woda, po której płyniemy. Opisałem mu wszystko, dosłownie każdy najdrobniejszy szczegół..

Staruszek lekko się wzruszył, podziękował mi i odszedł.

Mogłoby się zdawać jest to zupełnie normalna, codzienna sytuacja. Tak też ją odebrałem w tamtym momencie. Wróciłem do znajomych, zrobiłem jeszcze kilka ładnych fotek na odchodne i wróciliśmy do mieszkania.

Docenianie..

Dopiero, gdy zacząłem myśleć szerzej o tej sytuacji po powrocie, to niezmiennie wiążę ją z docenianiem tego co mam i co przeżyłem. Tego, że mam siłę, by wspinać się po górach, tego że widzę i mogę podziwiać piękne, egzotyczne miejsca, czy tego że mam przyjaciół i rodzinę, z którymi mogę dzielić się moimi wspomnieniami i wracać do nich po każdej dłuższej podróży.

Bo życie regularnie przypomina, że nie wszyscy posiadają tyle szczęścia.

I tak, zawsze gdy dopada mnie podróżniczy dół, to przypominam sobie właśnie to ciepłe, wakacyjne popołudnie w Hamburgu i historię ze starszym panem. Bo daje mi to niesamowitego kopa. W myśl zasady, że jeśli mam oczy, widzę, mogę podziwiać świat, to grzechem byłoby, gdybym na taką szansę narzekał. Albo co jeszcze gorsze nie korzystał z okazji zobaczenia jak największej ilości tego piękna na świecie.

Jest to niesamowita dawka motywacji. Bo tak naprawdę gdy uświadomimy sobie, że są wśród nas ludzie, którzy mogą mieć najnowszy samochód, mogą mieć sławę, czy bogatego wujka w USA, ale pewnych ograniczeń, jak choćby zdrowotnych nie są w stanie przeskoczyć, to..

Jeszcze raz..

Doceniam to co już podczas moich podróży zobaczyłem, to czego doświadczyłem oraz to, że nie ogranicza mnie absolutnie nic i jeśli tylko będę chciał, to mogę zobaczyć praktycznie każde miejsce na naszej planecie.

Choćby najbardziej odległe lub niedostępne.

Choćby najdroższe lub najbiedniejsze.

Choćby po to, by kiedyś móc znów pojawić się na pewnej łódce w pewnym porcie i móc opowiedzieć komuś o pięknie najdalszych zakątków tego świata.

Trzymajcie się,
Kuba